poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Lorem Ipsum, czyli słowo pisane a czasy obecne.

Wiem, że przyszły takie czasy, a nie inne. Że ludzie już nie czytają (swoją drogą dobrze, że potrafią pisać). A ja na przekór postanowiłem pisać bloga. Co ja se wyobrażałem? Chyba nie wiele. Teraz teksty czytają tylko roboty wyszukiwarek. My, Ludzie czytamy nagłówki i oglądamy obrazki i filmiki. Tak jest po prostu łatwiej. Trochę żałuję, że mojego bloga chorypioter skasowałem, już tam miałem jakieś pozycjonowanie. Dziś muszę zaczynać od nowa, od początku, a roboty z googla oceniają moją witrynę jako w budowie, bo ma mało treści (!). Ale po co treść? Ostatnio dodałem ogłoszenie o sprzedaży zabawki którą dzieci się już nie bawią, a która przetrwała wszystkie próby i nadal działa. Dodałem, krótki trzy zdaniowy opis i informacje "tylko odbiór osobisty" i zgadnijcie co było w pierwszej wiadomości od zainteresowanej osoby... Tak, dokładnie... "Czy jest możliwości wysyłki?"
No ale nic. Mus to mus. Więc dociskam klawisz za klawiszem, zdając sobie sprawę, że to bezcelowe, że nie tym kupię ewentualnego czytelnika...

Recenzja? A co mi tam. The Last of Us.

 Niespecjalnie się znam na recenzjach, albo inaczej na recenzowaniu. Mimo wszystko chciałbym zrecenzować The Last of UsGra pewnie miała z milion recenzji krytyków i graczy więc jeszcze jedna jej nie zaszkodzi, tym bardziej, że będzie tą z tych krótkich. Zremasterowaną wersję kupiłem za 25 złotych z OLXa, jakieś 2-3 miesiące temu. Nie było specjalnie czasu grać, ale ostatni weekend usiadłem do tytułu i zagrałem, zatem do rzeczy. 

TLoU pierwotnie wyszło w 2013 roku na PlayStation 3. Wydane przez Sony i Naughty Dog

W historii wcielamy się w postać Joela, eskortującego nastoletnią Ellie. Fabuła przypomina połączenie filmów "Ludzkie dzieci" i "Droga". A tłem jest apokalipsa zombie, albo bardziej bezmózgich mutantów.

Przez te kilka- kilkanaście godzin rozgrywki naszym celem jest dotarcie z uodpornioną na zakażenie Ellie, do "świetlików" czyli jakiejś organizacji paramilitarnej powstałej na zgliszczach dawnej armii USA. Podczas pokonywania tej drogi poznajemy różnych ludzi, tych dobrych i tych złych, a także zwiedzamy różne lokacje i poznajemy bliżej losy ich dawnych mieszkańców.
W tej drodze akompaniuje nam idealnie skrojona muzyka, skromna ale doskonale budująca klimat..

Świat w grze nie jest otwarty. Nie będziemy eksplorować zrujnowanych miast jak nam się żywnie podoba. Mamy cel i mamy do niego dotrzeć, pokonując mniej lub bardziej skomplikowane zagadki, lub zabijając przeciwników tych żywych i tych już raczej martwych. Rozwijamy też naszą postać i jej sprzęt. Nie jest to może rozwój rodem z FarCry czy Horizon, ale też pomaga w rozgrywce na dalszych etapach gry.

Jeśli chodzi o grafikę, to jest to remasterowana wersja gry z PS3, więc widać te niedoróbki, ale czy to w czymkolwiek przeszkadza? Moim zdaniem nie.
Wyjątkowy klimat i doskonale wykreowane postacie sprawiają, że człowiek się z nimi zżywa. Aż się łezka w oku kręci jak się zobaczy napisy końcowe.

Absolutnie nie dziwię się, że tytuł zdobył ponad 200 tytułów gry roku. I że znajduje się w ścisłej czołówce gier dla wszystkich platform, obok takich tytułów ja Wiedźmin 3. 

Czy poleciłbym tę grę? Oczywiście, każdemu! Nawet jeśli uważasz, że temat zarazy już dawno się wyczerpał, to ta historia jest wyjątkowa i warto ją poznać!

Dzięki Joel i Ellie za to, że zabraliście mnie w tę niezwykłą podróż. 

Na szczęście dla mnie został mi jeszcze wątek Left Behind do przejścia. Ciekawy jestem co mnie tam czeka.

Moja ocena:


poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Zamek Ogrodzieniec

 Wiem, miała być druga część zwiedzania Ojcowskiego Parku Narodowego, ale zmieniliśmy w ostatniej chwili zdanie i pojechaliśmy do Ogrodzieńca. No i nie żałuję. Szybko znaleźliśmy parking, w zasadzie pod samym zamkiem, koszt 10 złotych niby drogo, ale jeśli wybrać się na cały dzień, to wyjdzie stosunkowo nie wiele. Wejście na zamek już wyszło drożej bo 64 złote (2x19zł plus 2x13zł). Dziś nawet ruiny w cenie. A sam zamek?

No świetny! Wielkością może nie przytłacza, ale jako obiekt zdjęć wręcz idealny. Wzniesiony przez króla Kazimierza Wielkiego, który postawił go na miejscu drewnianego grodu. Zamek jest jednym z klasyków na szlaku Orlich Gniazd.






Do samego zamku dojść można deptakiem handlowym, więc i pamiątkę można sobie kupić.  Obok jeszcze Park linowy - 30 zł za osobę za zieloną trasę. I widziałem tam jeszcze tor saneczkowy. Atrakcji dla dzieci starszych i młodszych trochę jest. Szczerze polecam. 
Ciekawe czy kiedyś ktoś podejmie się odrestaurowania go.

sobota, 21 sierpnia 2021

Ojcowski Park Narodowy cz.1

 Wczoraj wybraliśmy się do Ojcowskiego Parku Narodowego, miały być zamki, groty atrakcje, natomiast wyszło kiepsko bo wybraliśmy się za późno i w około 2h udało nam się przejść trochę po lesie i wleźć na jakiś widokowy pagórek, gdy doszliśmy do zamku już był zamknięty, na wieżach łucznicy, most podniesiony, w fosie woda, a w wodzie krokodyle :). Dziś robimy drugie podejście i jeśli tylko będę miał siły, jeszcze dziś dodam zdjęcia z naszej wyprawy. I postaram się co nie co opisać. OPN cz.2


czwartek, 19 sierpnia 2021

Mikro Malediwy. Polskie Malediwy

 Dziś zabrałem moje dzieciaki na wycieczkę. Zaintrygowało mnie porównanie do Malediwów. Malediwy? W Jaworznie? Generalnie wycieczka raczej z tych krótkich i raczej jako ciekawostka, niż pełnowymiarowa atrakcja, co jednak nie odbiera temu miejscu swojego uroku. Ktoś miał super pomysł i chwała mu za to. Do samych "Malediwów" trzeba dojść asfaltowo-szutrową ścieżką przez las, jakieś 10 minut. Po drodze można spotkać budkę z bardzo dobrymi lodami. Polecam, super miejsce. 




 

wtorek, 17 sierpnia 2021

Podkarpacie 2021

Byłem ostatnio u rodziny na wyjeździe na 5 dni, w tak zwanej Polsce B. Na zupełnym wygwizdowie. Cisza, spokój, czyste powietrze, niskie ceny nieruchomości, wueski i psy dupami szczekające. Będąc tam człowiek rzeczywiście może się zrelaksować. Poprzeglądać na spokojnie Pinteresta, pojeździć traktorem po lesie, zrobić kilka fotek.




W przypływie tego spokoju, zamarzyłem o posiadaniu własnej WueSKi 125 i teraz z uporem maniaka przeglądam oferty.
Jeszcze 15 lat temu taką WueSKę można było wytargać za flaszkę, teraz to w stanie "w miarę kompletnym" od dwóch tysięcy w górę. Nie ma się co dziwić, że te motorki są już takie drogie. Jest ich co raz mniej i stają się pomału maszynami kultowymi. Mam nadzieję trafić egzemplarz, który będzie w miarę nie daleko mnie i będzie w miarę dobrym stanie. Będę miał trochę materiału na bloga, a i synkowi będę mógł dać coś wyjątkowego. 

Copyright Jacek Halicki - Own work, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=68767776

a z Pinteresta znów wyciągnąłem projekt pięknej lampki DIY, którą chcę zrealizować, a że kuzyn żony ma na tym wygwizdowie swój las, łatwo było o materiał. Toporek pożyczyłem, i w las w poszukiwaniu dębu, żeby uciąć jedną gałąź. Lampka na Pinie:
English Version:
I was recently with my family on a trip for 5 days, in what we call Poland B. In the middle of nowhere. Silence, peace, clean air, low real estate prices, wueskas and dogs barking their asses off. Being there you can really relax. Browse through Pinterest, ride a tractor through the woods, take a few pictures.

In the flush of this tranquility, I dreamed of owning my own WSK 125 and now I browse the offers with a maniac's persistence.
Even 15 years ago, you could get such a WSK for just a few bucks, now it's in "reasonably complete" condition from two thousand upwards. No wonder that these bikes are so expensive. There are less and less of them and they are slowly becoming cult machines. I hope to find one that is not far from me and is in relatively good condition. I will have some material for my blog and I will be able to give my son something special. 

And from Pinterest again, I pulled out a project of a beautiful DIY lamp that I want to make, and since my wife's cousin has his own forest, it was easy to find material. I borrowed an axe, and into the woods in search of an oak tree to cut down one branch. Lamp on the Pin:

#3. Diy Stojak na Pady, Controllers Stand

 

Jakiś czas temu, mój syn przyszedł do mnie, żebym zrobił coś dla niego z drewna. Jako, że nie specjalnie miałem pomysł co to by mogło być, rozejrzałem się po jego pokoju i... Mam! Stojak na pady! Wykonałem go  z resztek desek, które zostały mi po nie zliczonej ilości innych projektów. W lidlu dorwałem pilarkę ukosową z posuwem za 430 zł i ten projekt był testem bojowym tego sprzętu. 

Pomysł oczywiście zgapiłem z Pinteresta.

Kilka godzin, trochę cięcia, szlifowania, opalania, wiercenia i dwie warstwy lakieru i gotowe. Stojak generalnie ma miejsce na kable, żeby przeprowadzić ładowarkę i tym samym został pełnoprawną stacją dokującą.

Spytałem kilku znajomych czy pomysł i wykonanie im się podoba, wszyscy zgodnie odpowiedzieli, że tak, ale i tak najlepszym tego dowodem jest fakt, że pady wracają po zabawie na swoje miejsce. 

English Version:
Some time ago, my son came to me to make something for him out of wood. Since I didn't really have an idea what it could be, I looked around his room and... I got it! A stand for pads! I made it out of leftover boards from countless other projects. I picked up a 430 PLN bevel sliding miter saw at Lidl and this project was a test of that equipment. 

Of course I got the idea from Pinterest.

A few hours, some cutting, sanding, tanning, drilling and two coats of varnish and it's done. 

The stand generally has holes for cables to run the charger through and thus became a full-fledged docking station.
I asked a few friends if they liked the idea and workmanship, they all said yes, but the best proof of that is the fact that the pads go back to their place after playing. 




poniedziałek, 16 sierpnia 2021

#2. Krzesła Skoczek, Chairs Jumper

 

 



Te piękne krzesła zaprojektował Juliusz Kędziorek w 1965r. Produkowała je Gościńska Fabryka Mebli. Kędziorek na fali popularności skoków narciarskich w latach 60/70 zaprojektował te krzesło wzorując się na Wielkiej Krokwi w Zakopanym. Krzesła te stały się ikoną polskiego designu czasów PRL, a dziś niejednokrotnie są poszukiwanymi modelami do wnętrz vintage, jak u mnie właśnie...


Moja Historia z tymi krzesłami jest taka, że trafiłem na nie przez przypadek. Szukałem krzeseł Hałasa (projekt jeszcze nie rozpoczęty) a jakby przy okazji dostały mi się skoczki.
Roboty i narzędzi przy nich dużo: opalarka, szpachelka, wkrętarka, 
taker, szlifierka oscylacyjna, papier ścierny, papier ścierny, papier ścierny, papier ścierny i jeszcze papier ścierny. Potem wiadomo pędzel i lakier bezbarwny no i kawałek ekoskóry. Nie jestem w żadnym wypadku tapicerem ani też znawcą mebli, staram się ratować takie perełki w ramach mojego hobby więc jest to łączenie przyjemnego z pożytecznym. Efekty mojej pracy na załączonych obrazkach. 
Mam już gotowe trzecie (z czterech) ale tak mi się nie podoba jak układa się na nim materiał że nie robię zdjęć. Liczę, że z czasem samo się wyrówna.


English Version:
These beautiful chairs were designed by Juliusz Kędziorek in 1965. They were produced by Goscinska Fabryka Mebli. Kędziorek was inspired by the popularity of ski jumping in the 1960s/70s and designed these chairs based on the Wielka Krokiew hill in Zakopane. These chairs have become an icon of Polish design in communist times, and today are often sought after models for vintage interiors, as in my case...


My story with these chairs is that I came across them by accident. I was looking for chairs of Halas (project not started yet) and as if by the way I got jumpers.
There is a lot of work and a lot of tools: a tanner, a spatula, a screwdriver, a taker, an oscillating sander, sandpaper, sandpaper, sandpaper and more sandpaper. Then you know brush and clear coat and a piece of eco leather. I am in no way an upholsterer or furniture expert but I try to save such gems as part of my hobby so it is a combination of pleasant and useful. Effects of my work on the attached pictures. 

I already have the third (of four) ready, but I don't like the way the fabric is arranged on it so much that I don't take pictures, hoping that in time it will even itself out.











Blogger.com

 Tak dawno nie blogowałem, że już zapomniałem jak się obchodzić z tą witryną. Niby nie wiele się zmieniło natomiast pewne rzeczy z czasem umknęły...
Aktualnie walczę z wyglądem witryny, próbuję zrobić to jakoś tak "po mojemu" ale trochę mi to zajmie...


niedziela, 15 sierpnia 2021

#1 DIY Lampa z kaset, Old Cassettes Lamp

 Tak o to wygląda lampa z kaset, łączona klejem na gorąco. 

Nogę lampy wyrwałem od kogoś na OLX za dychę. Była srebrna więc nie pasowała mi do projektu, wziąłem farbę czarną dekoracyjną matową w sprayu i od razu lepiej wygląda. 

Podstawę klosza z kaset wyciąłem z kawałka plexy zdemontowanego z jakiegoś starego mebla, za pomocą wyrzynarki. 

Cienkimi trytytkami połączyłem klosz z podstawą z plexy i gotowe. Designerska lampa za kilka groszy gotowa. Szczerze mówiąc był to jeden z prostszych projektów jakie wykonałem.

Gdyby ktoś się zabierał do przerobienia starych kaset na zajebistą lampę, polecam żeby wykorzystać "LEDowe źródło światła w oprawie oświetleniowej" albo inaczej żarówkę LED.

Chodzi o ciepło, zwykła żarówka wytwarza dużo ciepła a to stwarza zagrożenie, że konstrukcja trzymająca się na kleju na gorąco stopi się i kasety się rozsypią. 

EN:
This is how the lamp looks like made of cassettes, glued together with hot glue. 
I got the lamp leg from someone on OLX for a tenner. It was silver so it did not match the project, I took the black decorative matte spray paint and it looks much better. 

I cut the base of the lampshade from a piece of Plexiglas dismantled from some old furniture, using jigsaw. 


I attached the lampshade to the plexiglass base with thin wire ties and it's done. Designer lamp for a few cents. To be honest, this was one of the easiest projects I have done.
If someone would like to convert old cassettes to awesome lamp, I recommend to use "LED light source in the light fixture" or otherwise LED bulb.

It's all about heat, a regular bulb generates a lot of heat and that creates a danger that the structure held on the hot glue will melt and the cassettes will fall apart. 

Witam na moim Blogu.

 Witam serdecznie na moim blogu. Blog nie jest związany z żadną tematyką. Prosta sprawa, mam ochotę coś stworzyć, coś utrwalić, podzielić się przemyśleniami i komentarzami, dodać swoje zdjęcia i grafiki, podzielić się też moimi wykonami różnych projektów podje... (aha generalnie, wrażliwych na nieprzyzwoity język ostrzegam.) podjebanych z Pinteresta. 
Nie nadaję się na prowadzenie bloga, który pięknie i ładnie wytłumaczyłby co i jak za pomocą których narzędzi zrobiłem, choć próbowałem. Nie będę zakładał celów, nie będę się tu wyginał i naginał.