Dziś króciutko, przy okazji rozbierania laptopa zorientowałem się, że nie mam plastikowego otwieraka do laptopa. Jest to o tyle przydatne narzędzie, że plastik w przeciwieństwie do śrubokręta czy innego metalowego narzędzia nie porysuje i nie połamie elementów obudowy. Jak sobie takie cuś sprawić? No oczywiście można kupić, wydatek rzędu kilku złotych i profi otwierak jest w ręku. Oczywiście trzeba po niego albo pojechać albo zapłacić za przesyłkę albo poczekać wieczność i jeszcze dłużej na przesyłkę z Państwa Środka ale, o ile przyjdzie, to przesyłka będzie za free. Rzecz ma się inaczej gdy "Dzyndzla" potrzebujesz na już, a jest poniedziałek Wielkanocny. Zatem do dzieła. Do wykonania otwieraka trzeba nakrętki z butelki po napoju czy wodzie, dosłownie kawałka wielkości A5 (wystarczy) papieru do pieczenia, żelazka, pilnika do paznokci zabranego cichaczem od żony/dziewczyny/siostry 😉 i zapalniczkę.
Po pierwsze, rozłóż deskę do prasowania (warto sprawdzić w necie, jak to się robi 😆). Później włącz żelazko, ustaw najwyższą temperaturę. Następnie postaw nakrętkę na papierze do pieczenia mniej więcej na środku kawałka. Złóż na pół papier tak żeby zakryć nakrętkę, weź żelazko i sprasuj nakrętkę ale tak żeby nie wyszła z papieru (patrz na czwarte zdjęcie). Teraz możesz odchylić papier od nakrętki i po chwili odlepić go od drugiej części (uwaga, plastik wciąż może być gorący i plastyczny).
Plastik może się przytopić dosyć nierówno - w jednym miejscu może będzie trochę cieńszy w innym trochę grubszy, a jeszcze gdzie indziej będzie cienki jak papier i tu wchodzi pilnik, pilnikiem wyrównaj z grubsza te nierówności tak żeby narzędzie spełniało swoje zadanie. Zapalniczką opal powstałe po szlifowaniu "włosy". DONE!
Więcej zajęło mi pisanie tego tekstu niż stworzenie tego otwieraka.
1.
6.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz